27 paź 2014

You’re my end and my beginning

5 komentarzy:
Ciepłe jak na jesień promienie słońca przebijały się do sypialni, w której spała Viviane. Światło słoneczne muskało delikatną twarz kobiety, a już po chwili otworzyła ciężkie powieki które były popuchnięte od płaczu. John miał do niej pretensje, o to że wróciła za późno do domu zresztą jak zawszę, on mógł ale ona za to już nie, nie mogła sobie wyobrazić, że spędzi z nim całe swoje życie.
    Kobieta obróciła się na drugi bok dotykając dłonią drugą stronę łóżka zatrzymując się na poduszce, na której znajdowały się płatki róż, przez chwilę pomyślała że to jakiś głupi sen ale od razu rozwiała taki pomysł, podniosła się na łóżku opierając się o zagłówek łóżka w dłoniach trzymając pozrywane płatki kwiatów. Pokręciła głową z niezadowoloną miną. Następna gra Johna. Zawszę tak robił, bił ją, a na drugi dzień kupował jej kwiaty i obsypywał prezentami. Typowe.
    Kiedy wstała z łóżka zauważyła "ścieżkę" zrobioną z płatków róż, te same które znajdowały się na łóżku, bez namysłu podążyła w jej stronę. Następnie owa ścieżka doprowadziła ją do łazienki, z której wydobywały się dźwięki grającej muzyki wykonywanej przez muzyczki, które wynajął John. Stał oparty o dużą, białą wannę zdobioną złotymi ornamentami. Był uśmiechnięty od ucha do ucha tak jakby nigdy nic, zapominając o całej sprawie o tym jak bardzo każdym ciosem wymierzonym w jej delikatnie jak porcelana ciało, sprawiał ból fizyczny jak i psychiczny. Tymczasem kobieta stanęła na środku łazienki, mając poważną minę, zero uśmiechu. Podszedł do niej powoli, stojąc za jej plecami i delikatnie dotykając dłonią jej ramienia, nachylając się nad jej uchem rzekł, dość miłym głosem.
    – Kochanie, to dla Ciebie. Chciałbym, abyś się zrelaksowała po ciężkiej nocy – uśmiechnął się pod nosem dobrze wiedział co ma na myśli, mówiąc ostatnie słowa. Nie odezwała się, zrobiła grymas na twarzy, jednakże od razu zmieniła go w poważną minę. Kiedy mężczyzna wyszedł z łazienki zostawiając nie całkiem samą kobietę, ta zaś ściągnęła swoją piżamę rzucając ją gdzieś w kąt nie przejmując się obecnością osób trzecich. Minimalnie zanurzyła drobną stopę do wanny by sprawdzić stan wody, którą była wypełniona duża wanna. W powietrzu można było wyczuć subtelne kobiece zapachy, orchidei oraz pomarańczy. Po chwili kobieta już zanurzyła swoje ciało relaksując się ciepłem wody, muzyką oraz zapachami będącymi w powietrzu. 


~*~

  – No i co, o czym rozmawialiście? – podekscytowana Sam, spoglądała na przyjaciółkę chcąc dowiedzieć się każdego szczegółu jaki wydarzył się kilka dni temu, widać było że jej ciekawość sięgała zenitu. 
  – Och, no dobrze wiesz o czym. O wszystkim – uśmiechnęła się pod nosem widząc Sam w jakiej aktualnie jest w euforii.
  – Jak o wszystkim? No na pewno mieliście jeden wspólny temat - powiedziała to będąc delikatnie zawiedziona. Była przekonana, że przyjaciółka zdradzi każdy szkopuł rozmowy z Tomem. 
  – No tego nie da się tak opowiedzieć. Kiedy zaczynaliśmy jakiś temat, zawszę kończyliśmy na czymś innym. To było świetne - wzrok wbiła w ziemię idąc chodnikiem przez miasto. Sam wyciągnęła ją na zakupy, potrzebowała nowych sukienek na wieczór panieński Viviane. Ciężko było ją przekonać, aby zorganizować taką imprezę, jednak dziewczyna zgodziła się kiedy dowiedziała się, że odbędzie się w stolicy Francji.
  – Hej, ktoś tu się zakochał? – zaśmiała się głośno, przez co przechodnie zwrócili uwagę na idące kobiety.
  – Ty głupia jesteś! Przecież wiesz, że... Nie mogę – ostanie słowa wypowiedziała ze smutkiem, tak bardzo chciała się prawdziwie zakochać. Lecz, bliscy utrudniali jej to na każdym kroku. 
  – No tak zapomniałam. Wybacz – przez chwilę nastąpiła niezręczna cisza. Viviane od razu ją przerwała, lekkim zaśmianiem się. 
  – Z czego się śmiejesz? – zapytała zaciekawiona Sam. 
  – A gdyby nawet, no wiesz. A gdybym nawet się zakochała, czy chciałby taką głupiutką dziewczynę – wzrok przeniosła na przyjaciółkę, która ta zrobiła niezadowoloną minę, kręcą głową. 
  – Kochana czego ci brakuje. Jesteś ładna, mądra, ułożona, jakby nie było bogata. Czego chcieć więcej. 
  – Może dla niego to nie wystarcza, może woli inne dziewczyny. Wiesz, co mam na myśli. 
  – To on wtedy dla mnie jest głupkiem, no na prawdę głupkiem. 
  – Tak kochana, czasem bywa - kiedy Viviane wypowiedziała te słowa, były już przed sklepem.
    Po udanych zakupach, kobiety postanowiły że pójdą coś zjeść, dobry zakup trzeba uczcić. Wybrały się do ich ulubionej knajpy, która serwowała bardzo dobre dania. Blond włosa, pchnęła duże, ciężkie szklane drzwi, wchodząc do knajpy chwilkę czekając na Viviane. Sam rozejrzała się po lokaju, spoglądając za ustronnym wolnym miejscem. Kiedy takowe znalazła, od razu pociągnęła swoją przyjaciółkę nie zważając na ilość toreb trzymanych w dłoni. Od razu rozsiadły się wygodnie, ściągając płaszcze i kładąc je na oparciu krzesła. Viviane, przeczesała swoje kasztanowe włosy do tyłu, biorąc menu które luźno leżało na stole, otworzyła je wybierając jakieś danie. 
  – Więc, masz już na coś ochotę, Sam? – spoglądnęła na kobietę zza karty, uśmiechając się pod nosem. 
  – A mam, wybieram moją ulubioną sałatkę grecką. A ty już coś wybrałaś? – zapytała zaciekawiona. 
  – Chyba, mam ochotę na coś słodkiego. Wybieram tort czekoladowy – odłożyła kartę na stół, a po chwili już przyszedł kelner aby przyjąć zamówienie. I tak też zrobił, z szerokim uśmiechem przyjął zamówienie odchodząc od stolika. Na dania, nie musiały długo czekać, po nie całych dwudziestu minutach, kelner przyszedł z zamówieniami. Podał posiłki, każdej z dziewczyn, po czym odszedł życząc smacznego. 
   Po skonsumowanych posiłkach, nadszedł czas na pogaduchy jak to na przyjaciółki przystało. Viviane poprawiła swoje niedbale upięte włosy, zaczesując wypadające pojedyncze kosmyki za ucho w jednej ręce mając gorącą filiżankę najlepszej angielskiej herbaty, upijając małe łyki. 
   – Co byś zrobiła jakby tutaj przyszedł? - oparła podbródek o dłoń wpatrując się w ciemnowłosą. 
   – A co bym zrobiła? Najwyraźniej nic, każdy ma prawo przebywać gdzie chce, więc nie przeszkadzałoby mi to – wzruszyła ramionami, biorąc w obie dłonie filiżankę. 
   – Masz racje – odrzekła, dokańczając jeść rozpuszczające się lody cytrynowe. 
   Rozmawiały jeszcze tak przez jeszcze dobrą godzinę, kiedy usłyszały głośne rozmowy wchodzących mężczyzn do knajpy. Viviane odwróciła się delikatnie by zobaczyć owych mężczyzn, nie zobaczyła tam nikogo znanego, aczkolwiek po chwili ujrzała Toma. Rozszerzyła szeroko oczy, natychmiast odwracając się w stronę przyjaciółki i delikatnie zjeżdżając z siedzenia, tak by owy mężczyzna jej nie zauważył. 
   – Co się stało? Wyglądasz jak byś zobaczyła ducha – kiedy wypowiedziała ostatnie słowa, już wiedziała o co może chodzić, uśmiechnęła się pod nosem, mogła go zawołać ale nie chciała robić tego swojej przyjaciółce, dobrze wiedziała co ją czeka kiedy by to zrobiła. 
   – Czy to Twoja sprawka? – wyszeptała, będąc lekko zdenerwowaną – Bo jeżeli tak, będziesz wąchać kwiatki od spodu, mówię serio. 
   – No co ty, nawet nie mam do niego numeru, a gdybym chciała zadzwonić, cały czas siedziałam z tobą więc... – nachyliła się delikatnie, aby nikt nie zauważył że z kimś rozmawia. Spoglądała w stronę mężczyzn i w pewnym momencie spojrzenie Sam i Toma spotkały się, przez co mężczyzna uśmiechnął się w jej stronę na chwilę opuszczając towarzystwo, by iść w stronę dziewczyn. 
  – Ej! On tutaj idzie, co mam zrobić? – wycedziła przez zęby, jednakże mając szeroki uśmiech, nie spoglądając na przyjaciółkę.
  – Co?! Ja nie mogę – automatycznie Viviane, schowała się pod stół. Szczerze czuła się jak nastolatka chowająca się przed spotkaniem najbardziej popularnego chłopaka w szkole w ten sposób unikając z nim rozmowy. Wyglądało to naprawdę bardzo zabawnie. 
  – Wyłaź z tamtą, bo jak cię zobaczy będziesz musiała zmienić miejsce zamieszkania. 
W tym czasie do stolika podszedł Tom. 
  – Cześć Sam, co za zbieg okoliczności nieprawdaż?
  – Ooo, cześć! Tak rzeczywiście zbieg okoliczności – uśmiechnęła się szeroko.
  – Siedzisz sama? Czy czekasz na kogoś? – zapytał, opierając ręce o blat stołu. 
  – Wiesz co... To znaczy siedzę sama znaczy czekam na kogoś – ze stresu dziewczynie zaczął plątać się język, bała się że w ten sposób może zdemaskować swoją przyjaciółkę, a tego by nie chciała. 
  – No więc, czekasz czy siedzisz sama, bo wydaje mi się że coś kombinujesz – zaśmiał się wkładając dłonie do kieszeni od spodni. 
  – A ty musisz wszystko wiedzieć co? 
  – No co, taki już jestem – uniósł kącik ust do góry. 
W pewnym momencie usłyszeli głośne uderzenie i głos chowającej się Viviane. Tom nachylił się widząc uśmiechającą się szeroko Viviane. Pomachała dłonią mówiąc. 
  – Cześć - nie przestawała się uśmiechać. 
  – Viv?! Co ty robiłaś pod stołem? – uniósł brwi do góry w zdziwieniu. 
  – Szukałam czegoś, ale nieważne... Co ty tu robisz? 
  – Wpadłem z kumplami na miasto – odrzekł. 
  – Rozumiem, męski wypad – uśmiechnęła się pod nosem, krzyżując dłonie na piersi. Widać było lekkie zmieszanie na twarzy Toma, lecz od razu uśmiechnął się, nerwowo przeczesując swoje półdługie włosy. 
  – Można to tak nazwać... A zapomniał bym, dobrze się składa że cię spotkałem, ponieważ w piątek organizuję imprezę u mnie w domu. Będą tam moim przyjaciele ogółem będzie fajna zabawa i myślałem czy byś wpadła – widać było, że się denerwuje przez co uśmiech na twarzy dziewczyny coraz bardziej się poszerzał. 
  – Wiesz co dam ci znać, aktualnie nie wiem co będę w tym dniu robiła ale myślę, że dam radę przyjść. Wiesz co podam ci mój numer - wzięła do ręki papierową serwetkę i wyciągnęła z torebki długopis zapisując swój numer, złożyła serwetkę na pół wręczając ją mężczyźnie. 
  – Proszę – w pewnym momencie, odezwała się Sam.
  – Stary odważny jesteś, zapraszasz moją przyjaciółkę przy mnie. Wiesz o tym, że będziemy cię obgadywać – zaśmiała się, uważnie patrząc na mężczyznę. 
   – Sam! – wysyczała przez zęby.
   – Dziękuje – uśmiechnął się szeroko, po chwili zaśmiał się, uważnie spoglądając na Viviane.
   – Sam, powinnaś się cieszyć, że odważyłem złamać jedną z wielu złotych kobiecych zasad – odparł rozbawiony patrząc na jasnowłosą kobietę, która się zaśmiała. Włożył serwetkę do przedniej kieszeni koszuli flanelowej, mówiąc.
   – Więc... Więc do zobaczenia w piątek - oblizał dolną wargę, odchodząc od stolika z szerokim uśmiechem na twarzy, nie odrywając wzroku od dziewczyny, przez co delikatnie tyrpnął idącą z zamówieniem kelnerkę, Viviane widząc co od razu zaśmiała się zasłaniając dłonią usta.

20 sie 2014

Take me to a place without no name

4 komentarze:
Dojrzała kobieta ubrana w liliową zwiewną sukienkę, która okalała jej delikatne ciało przyodziała pasujący do koloru sukienki kapelusz na którym znajdowały się herbaciane róże. Ponętne usta poprawiła, malinową szminką pasująca do jej karnacji. Uśmiechnęła się do siebie i wyszła z sypialni idąc na dół po schodach, mijając przy okazji swojego lokaja, który przywitał się miłym uśmiechem, którego kobieta nie odwzajemniła. Wyszła z domu zamykając za sobą drzwi, szła w stronę stojącej przed posiadłością limuzyny o którą opierał się szofer. Kiedy zauważył kobietę, od razu zerwał się by otworzyć kobiecie drzwi do samochodu, kiedy ta weszła szofer od razu wsiadł na miejsce kierowcy. 
    – Gdzie tym razem jedziemy Pani Decker? – spojrzał w okienko, które było tuż zanim opierając się ręką o zagłówek siedzenia. 
    – Do The Lecture Room and Library*. 
    – Już się robi – rzekł odpalając silnik samochodu. Bez dłuższego zastanowienia ruszył w stronę restauracji będącą najlepszą w Londynie.
    {...} Będąc już na miejscu lokaj, który stał przed wejściem do restauracji otworzył drzwi, tym samym witając Margaret w wspaniałym miejscu jakim jest The Lecture Room and Library. Podziękowała, lokajowi miłym uśmiechem na twarzy ruszając w stronę drzwi. 
     – Pani Decker jak miło Panią tutaj gościć, zapraszam stolik jest już przygotowany – menager restauracji zaprosił kobietę do stolika, który był już gotowy tak jak sobie kobieta tego życzyła. Przy stoliku siedziała Viviane przeglądająca się w lusterku i starannie zakrywając miejsce pod okiem, które było lekko filetowe. Kiedy zauważyła nadchodzącą matkę, od razu schowała lusterko do torebki robiąc dobrą minę do złej gry. 
     – Viviane, córeczko jak dobrze cię widzieć – dziewczyna wstała by miło przywitać swoją matkę. Kobieta zaś usiadła przy stoliku na przeciw swojej córki  
     – Co u Ciebie słychać? A właśnie przygotowania do ślubu są już prawie gotowe, suknia, sala balowa, menu tylko jeszcze zostało mi.. – w tym momencie dziewczyna przerwała kobiecie mówiąc, spokojnym jednakże pewnym tonem głosu. 
     – On mnie bije - na twarzy kobiety można było zauważyć zdziwienie, po chwili spoważniała.
     – Nie rób rzeczy, które go denerwują. Kobieta powinna być posłuszna swojemu mężczyźnie, czy jej się to podoba, czy też nie. 
     – Ale, przecież ojciec.. 
     – Ojciec był niedojrzały, żyjący w innym świecie dobrze o tym wiesz. A teraz wyprostuj się, bo wyglądasz jak siódme nieszczęście – dziewczyna, wyprostowała się. Myślała, że wybuchnie płaczem, nie takiej odpowiedzi się spodziewała od własnej matki, ale cóż się dziwić kobiecie zależało na pieniądzach niż na szczęściu swojej córki – I wyjdziesz za niego, nie zapominaj ile dla Ciebie zrobiłam - chwyciła szklankę, upijając łyk wody cały czas spoglądała na córkę. Dziewczyna od razu posmutniała, na pewno nie chciała tak żyć, być więźniem swojego związku. 
     – A teraz kochanie muszę już wracać, mam masę obowiązków – odeszła od stolika, podchodząc do swojej córki i całując ją w głowę na pożegnanie. Viviane nie uśmiechnęła się nawet nie spojrzała na rodzicielkę. Zobaczyła tylko jak ta, znika wychodząc z lokalu. Ona również postanawia wyjść, chciała pobyć sama przemyśleć słowa swojej matki, które tak ją zabolały. 
      Odeszła od stolika zasuwając za sobą krzesło, kiedy szła poprawiła prześwitujące zielone pallu przez które było widać jej szczupłe ramię. Przeczesała palcami ciemne włosy, dzięki czemu bransoletki które były na jej ręce zjechały na nadgarstek. Kiedy szła, nie zauważyła również idącego przed nią kelnera, który miał tacę z kieliszkami kiedy spojrzała przed siebie, chciała uratować jakoś sytuacje, kiedy nagle na nadgarstku poczuła silny uścisk i pociągnięcie. Gdy się zatrzymała przed sobą ujrzała Toma. Byli bardzo blisko siebie, nawet za bardzo. 
      Dłoń dziewczyny wylądowała na klatce piersiowej mężczyzny, zarumieniona uniosła kącik ust do góry, starając się nie patrzeć mężczyźnie prosto w oczy. 
     – Panienka Viviane, jak dobrze cię widzieć – nachylił się delikatnie, tak że dziewczyna czuła zapach jego wody kolońskiej, przez co Viviane przymknęła delikatnie powieki, by zagłębić się w tej egzotycznej woni. Kiedy otworzyła oczy, spoglądając na mężczyznę. Nie wiedziała czemu ale jego obecność paraliżowała ją oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu, serce biło szybciej, no i uśmiech nie schodził z jej śniadej twarzy.
     – Ciebie również. Czy to nie zbieg okoliczności, że spotykamy się w tym samym miejscu - zaśmiała się wesoło ukazując dwa wgłębienia w obu policzkach. Chciała odsunąć się troszeczkę od mężczyzny, jednak nadal trzymał jej nadgarstek – Umm.. Mógłbyś mnie puścić - uniosła kącik ust, spoglądając na Toma, który speszył się puszczając jej rękę.
     – Najmocniej Cię przepraszam – westchnął delikatnie, wkładając dłonie do kieszeni spodni. Na chwilkę nastąpiła niezręczną chwila, którą przerwał Tom – Może dasz się zaprosić, abyśmy coś zjedli? – Uśmiechnął się ukazując rządek białych zębów. 
     – Czemu nie, jednak nie tutaj. Właściwie lepiej stąd chodźmy nie przepadam za tym miejscem – poszła pierwsza, mężczyzna od razu za nią, nie spuszczając z niej wzroku. Była kobietą w jego guście. Nieśmiała, chodź dobrze wiedział, że pod tym kruchym ciałem kryje się waleczna i odważna Viviane, którą za wszelką cenę pragną odkryć. No i przede wszystkim była śliczna, tego nie można było nie zauważyć. Również podobała mu się jej niezdarność.
       Kiedy wyszli z restauracji, stanęła na środku chodnika rozglądając się gdzie mogliby iść, tym czasem Tom stanął koło niej. Gdy nagle kobieta z szerokim uśmiechem chwyciła mężczyznę za nadgarstek idąc szybkim krokiem w stronę faceta który robił watę cukrową. Podchodząc do faceta uśmiechnięta jak mała dziewczynka. 
     – Dwie waty cukrowe poproszę – rzekł miło Tom dając facetowi banknot, a po nie całych dwóch minutach sprzedawca podał dwie waty cukrowe  
     – Dziękuje bardzo – uśmiechnął się miło podając jedną watę kobiecie – A Tobie życzę smacznego. 
     – Dziękuje bardzo – odwzajemniła uśmiech, powoli idąc przed siebie. 
Mężczyzna również ruszył, dorównując kroku Viviane, urywając spore kawałki waty, wpychał do ust. Delektując się, spoglądnął na kobietę, która również to robiła. Nie potrafił oderwać od niej wzroku, była taka delikatna, kiedy tak na nią patrzył nagle usłyszał jej głos, który obudził go z rozmyśleń.
     – Słyszysz co ja do Ciebie mówię? – zaśmiała się delikatnie zakrywając dłonią usta, by stłumić śmiech. 
     – A tak, przepraszam Cię, zamyśliłem się. Wybacz mi. 
     – Spokojnie wybaczam. 
     – Więc o co pytałaś? 
     – Już nic ważnego. Jednak chciałam zapytać, co robiłeś w restauracji. Zapewne mnie nie śledziłeś – rzekła śmiejąc się pod nosem, poprawiając pallu na ramię, kończąc jeść watę cukrową i wyrzucając patyk do kosza. 
     – Miałem ważne spotkanie służbowe. Dotyczyło, nowego filmu. Nic takiego. 
     – Rozumiem.   
     – A ja, zapytam cię o to samo - spoglądnął na nią, dokańczając jeść watę cukrową.
     – Ja? Ja natomiast byłam umówiona ze swoją matką. 
     – A, taki mały wypad. Zgadłem? 
     – Można to tak nazwać – mówiąc to uniosła, delikatnie kącik ust do góry.
     – Rozumiem. Ah, to jednak bardziej skomplikowana sprawa? – Zgadłeś
     – To zależy jak na to spojrzysz – westchnęła delikatnie mając wzrok wbity w ziemię. 
     – Coś się stało? - zapytał z troską w głosie, nie przestając patrzeć na kobietę. Miał wrażenie, że coś ją dręczy, jednak nie chciała mu o tym powiedzieć. Nie miała takiego obowiązku.
     – Nie, wszystko jest okej. Naprawdę – Gdybyś tylko wiedział...
     – No dobrze, wierzę ci. A teraz gdzie masz ochotę iść? 
     – Chodźmy przed siebie, co ty na to?
     – Jestem za – uśmiechnął się wesoło, idąc obok dziewczyny. 
Szli przed siebie. Rozmawiali o wszystkim i niczym. Przez myśl by jej nie przeszło, że będzie się tak dobrze z nim dogadywała. Byli w centru miasta, kiedy nagle Viviane usłyszała dźwięk muzyki, którą grał uliczny grajek. Wpadła na bardzo szalony pomysł. 
     – Chodź, chodź – chwyciła go za ręce prowadząc w stronę grającej muzyki. 
     – Viviane co ty wyprawiasz? – zaśmiał się, idąc zdziwiony. 
     – Będzie fajnie zaufaj mi. 
Zaczęła tańczyć, bardzo lubiła to robić zresztą pochodziła z kraju, w którym na początku dziennym są tance. Kiedy tańczyła jak na hinduskę przystało robiąc charakterystyczne kroki, przechodzie idący tą uliczką zatrzymywali się by pooglądać tańczącą Viviane. Tom był pod wrażeniem jej płynnych ruchów, oblizał usta uważnie ją obserwując. Ona zaś chciała go rozruszać, by do jej dołączył, więc delikatnie biodrem uderzyła o Jego śmiejąc się. Tom oczywiście nie był dłużny, chwycił jej dłoń przyciągając ją do siebie, przez co dziewczyna lekko westchnęła spoglądając w jego niebieskie oczy. Powoli bujając się w razem z nią w rytm muzyki. Położył na jej biodrze dłoń lekko przejeżdżając z góry na dół przez co ona zatrzymała dłoń by była na prawidłowym miejscu. 
    – Nie pozwalaj sobie – uśmiechnęła się, delikatnie unosząc brew ku górze. 
    – Przepraszam. 
~*~
 Nadszedł już wieczór, Viviane postanowiła już iść do domu. Była już zmęczona, miała miłe wspomnienia z dzisiejszego dania, uśmiech nie schodził z jej z ust. Jego obecność ją uszczęśliwiała, nie miała zamiaru wracać do domu, do narzeczonego który za pewne bez powodu zrobi kłótnie. Szła śmiejąc się na całą ulicę, nie mogąc się powstrzymać, a obok niej szedł Tom widząc w jakim stanie jest dziewczyna, również mógł powstrzymać się od śmiechu. Jednak, kiedy zbliżyła się do swojego domu nagle posmutniała, wiedziała co ją będzie czekało za tamtymi drzwiami. 
    – Coś się stało? – Tom od razu to zauważył, przestając się śmiać, zatrzymując się kilka przecznic. 
    – Nie nic, wszystko w porządku to tylko przez te moje wygłupy, jestem zmęczona. 
    – To, może odprowadzę cię pod dom - uśmiechnął się wesoło. 
    – Możemy tutaj się pożegnać? – nie chciała by John zauważył ją z innym mężczyzną, dobrze wiedziała jak by zareagował. Zapewne, źle by się to skończyło.
    – Dobrze, nie ma problemu – włożył ręce do kieszeni, powoli przybliżając się do kobiety. 
    – Więc... Do zobaczenia – podeszła nieco bliżej, stanęła na palcach i musnęła jego kącik ust. Nie był zdziwiony tym gestem, a raczej oczekiwał go. Dziewczyna powoli ruszyła przed siebie, jednak Tom chwycił jej pallu oraz ramię i przyciągając dziewczynę do siebie, prawie stykając się ustami. Chciał ją pocałować ale bał się jej reakcji, mimo wszystko odważył się już wpić w jej malinowe usta, tymczasem kobieta dotknęła jego ust dłonią zasłaniając je przed pocałunkiem. Ta tylko kiwnęła przecząco głową, na znak by tego nie robił. 
     – Wybacz mi – spoważniał, zwalniając uścisk ręki kobiety. Viviane uśmiechnęła się miło, dłonią przejeżdżając po policzku, na którym widniał kilku dniowy zarost. 
     – Do widzenia – odsunęła się od mężczyzny idąc w stronę swojego domu, a po chwili Tom mając uśmiech na twarzy zrobił samo.  



-----------
The Lecture Room and Library – Prawdziwa restauracja w Londynie.

27 lip 2014

Ludzie zakochują się tajemniczymi sposobami

3 komentarze:
"Myślę o tym, jak
Ludzie zakochują się tajemniczymi sposobami
Może tylko przez dotyk dłoni
Ja, ja, z a k o c h u j ę   s i ę   w   T o b i e   k a ż d e g o   d n i a
I po prostu chcę ci powiedzieć, ż e   j e s t e m"


~*~
Dziewczyna wróciła późną nocą do domu, mieszkała w nim ze swym narzeczonym. Otworzyła dyskretnie drzwi by go nie obudzić i delikatnie je zamknęła. Było ciemno więc, nie chciała świecić światła więc, po omacku ściągnęła buty kładąc je na podłogę. Nagle zauważyła, że światło w przed pokoju się zaświeciło, dodatkowo usłyszała kroki. Doskonale wiedziała czyje. 
   – O której miałaś wrócić do domu? Mówiłaś mi, że wrócisz przed północą – zabrzmiało to jak reprymenda od ojca, zerwała się na równe nogi, przełykając ślinę. Wiedziała jaki jest kiedy się go okłamuje.
   – A wiesz która jest godzina? – rzekł ciemnowłosy wysoki, postawny mężczyzna. Był ubrany w jasną koszulę, która idealnie kontrastowała z jego cerą. Na nosie miał okulary, a na twarzy widniał kilku dniowy zarost. Wyszedł powoli z ciemnego pokoju, w którym stał, coraz bliżej przybliżając się do dziewczyny mocno i zdecydowanie chwycił ją za nadgarstek, niestety nie przypominało to uścisku Toma, wręcz przeciwnie gdyby dłużej trzymał jej nadgarstek w pewnym momencie zabrakłoby dopływu krwi do jej ręki, przez co lekko zapiszczała, a po chwili chwycił jej brodę mocniej ją ściskając. 
   – John to boli, proszę cię puść mnie – wyszeptała. W tej chwili na tylko tyle było ją stać. Po jej bladych policzkach spływały pojedyncze łzy. Bała się. Bała się jak nigdy dotąd. Czuła zimny pot spływający po jej delikatnym ciele. Brakowało jej powietrza. Potrzebowała pomocy.
    Nikomu nie zwierzała się, że jest bita przez swojego narzeczonego nawet swojej matce, zapewne i tak by jej nie uwierzyła, uznała by to za jej wymysł i pretekst to opóźnienia swojego ślubu. Zawszę starała się udawać uśmiechniętą i szczęśliwą, ukrywając pod toną pudru każdy siniak. A tak naprawdę była ofiarą przemocy. Po dłuższej chwili puścił ją, dziewczyna opadła na podłogę łapiąc wdech, trzymając się za obolałą brodę.
    – Masz szczęście – odszedł z tym swoim pewnym i dumnym uśmiechem zostawiając narzeczoną na podłodze. Rozpłakała się, tłumiąc dłonią usta, by nie słyszał płaczu. Było jej ciężko. Nie raz myślała o próbach samobójczych, ale nie była na tyle odważna by to zrobić. Zawszę po krótkim przemyśleniu rezygnowała. Obolała skierowała się do łazienki, by wziąć ciepłą kąpiel. Kiedy wyszła od razu ruszyła do sypialni w której spał już John. Położyła się na łóżku i zasnęła. 


~*~

  
– No i jaki on jest? Zabawny, a może chamski? – zaśmiała się Stephanie, zajadając się następną czekoladką z bombonierki. 
   – Nie wiem. Jest taki inny niż wszyscy mężczyźni. Szarmancki, tajemniczy. No wiesz o co mi chodzi – powiedziała to uśmiechając się pod nosem, obierając jabłko nie patrząc na swoją przyjaciółkę. 
   – Podoba ci się – ciągnęła dalej, upijając sok. 
   – Może - zaśmiała się. 
   – Nie gadaj, że nie. Ale najwidoczniej wpadłaś mu w oko, jak wylałaś wtedy na niego tą wodę, myślałam że pęknę ze śmiechu – Viviane spojrzała na swoją przyjaciółkę, a ta na nią po czym obie wybuchły śmiechem. Kiedy nagle przez otwartą furtkę, wszedł Tom. Viviane z uśmiechu przeistoczyła poważną minę, Stephanie była wręcz podekscytowana wizytą gościa. 
    – Jak dobrze widzieć roześmiane buzie, tak pięknych kobiet – od razu wzrok przeniósł na Viviane, która lekko speszona zabrała się za dalsze obieranie owoców. 
    – Może się do nas dosiądziesz, jest za ładna pogoda by siedzieć w domu, proszę siadaj ja przyniosę więcej soku – przyjaciółka wzięła ze sobą dzbanek, mrugając do przyjaciółki. Była lekko spięta jego obecnością, nie wiedziała co ma mówić więc palnęła głupotę. 
    – Marynarka przeżyła zetknięcie z wodą? – uśmiechnęła się nikle do mężczyzny spoglądając na niego. 
    – Oczywiście, że tak. Gdyby nie Pani interwencja, nie wiem jak by się to skończyło – zaśmiał się wesoło, po chwili dziewczyna uczyniła to samo.
    – Jak mi wiadomo, już przeszliśmy na "Ty" – przecięła jabłko na ćwiartki kładąc je na talerzyk, po czym przysunęła je do mężczyzny. 
    – Proszę się częstować. 
    – Dziękuje bardzo – wziął do ręki jeden kawałek owocu, powoli je jedząc nie odrywając wzroku od kobiety. 
Po chwili przyszła Stephanie z dzbankiem soku pomarańczowego oraz ze szklanką. Położyła ją przed mężczyzną nalewając soku.  
    – Proszę bardzo – powiedziała miło – I co jeszcze się nie pozabijaliście się? 
    – Ja? Nie miał bym takiego powodu – uśmiechnął się, mrugając do Viviane która od razu zrobiła się czerwona na twarzy.
    – Więc co cię do nas sprowadza? 
    – A pewna wartościowa rzecz – ręką sięgną do kieszeni od marynarki, wyciągając z niej niebieską bransoletkę należącą do Viviane. 
    – Moja bransoletka, właśnie brakowało mi jednej – od razu chciała chwycić swoją własność. Lecz mężczyzna od razu odsunął ją w swoją stronę. 
    – Nie tak prędko, coś za coś – uśmiechnął się tajemniczo.
    – Słucham? – zdziwiona spojrzała na Toma. 
    – Umówi się Pani ze mną Panno Viviane. 
    – Po moim trupie!
    – No to trudno, nie odzyskasz swojej zguby. 
    – Trudno – zdziwiło go to pytanie, był pewien że od razu się zgodzi by dostać swoją biżuterię.
    – Dobrze, więc na mnie już czas – uśmiechnął się delikatnie spoglądając na kobiety. 
    – Pozwolę, że cię odprowadzę – rzekła Viviane, idąc obok mężczyzny. Kiedy doszli do furtki zatrzymali się by się pożegnać. 
    – Więc do widzenia Panno Viviane – chwycił delikatnie dziewczynę za nadgarstek. Znowu poczuła jak z czułością, dotykał jej ciała, nie protestowała, chciała aby to robił. Ostrożnie zakładał bransoletkę, przybliżając się powoli w jej stronę, mówiąc. 
    – Nie wiem dlaczego taka jesteś, ale podoba mi się to. Twoja stanowczość wobec mnie, a zarazem nieśmiałość. Boli? – zapytał się, szepcząc słowa które wypowiadał, natomiast kobieta kiwnęła przecząco głową.
    – Jesteś tajemniczą kobietą, a takie najbardziej lubię. Chcę wiedzieć o tobie wszystko, Panno Viviane. Boli? – znowu zaprzeczyła.
    – Więc miej się na baczności moja droga – uśmiechnął się delikatnie, a kiedy bransoletka znalazła się na jej nadgarstku nagle kobieta westchnęła. 
    – Bolało? – kobieta lekko zaczerwieniona na policzkach kiwnęła głową, że tak.
    – To dobrze – uśmiechną się uroczo, a Viviane odeszła przez co mężczyzna puścił jej rękę.